Używany Volkswagen Tiguan (2007-2015). Solidny i praktyczny SUV

Używany Volkswagen Tiguan (2007-2015). Solidny i praktyczny SUV

Używany Volkswagen Tiguan jest poszukiwanym i cenionym modelem na rynku wtórnym. Nic dziwnego, w końcu to model rodzinny, przestronny, solidny i bezpieczny. Czy ma też wady?

Volkswagen ruszył na podbój segmentu SUV-ów wcześnie, bo już w 2002 roku. Wówczas zadebiutował skomplikowany technicznie, mocny i drogi Touareg. W kolejnych latach koncern skupił się na rozwoju klasycznych modeli i… dał się wyprzedzić niektórym konkurentom, którzy wprowadzili na rynek kompaktowe SUV-y. Volkswagen przystąpił do zawojowania szybko rozwijającego się segmentu w 2007 roku. Opóźnienie nadrobiono z nawiązką, tworząc model, któremu trudno było wytknąć istotne wady.

Tiguan miał łączyć dwa charaktery – siłę tygrysa z wszędobylstwem i zwinnością iguany. Już pierwsze testy wykazały, że geneza nazwy nie jest jedynie marketingowym sloganem. Tiguan dał się poznać jako wszechstronnie utalentowany zawodnik, któremu niestraszne sprinty po asfaltowych serpentynach, rodzinne wyprawy na wakacje czy przebieżki w lekkim terenie. W oczach klientów model punktował także na inne sposoby. Zwiększony prześwit utożsamiano z wyższym komfortem jazdy, wyżej osadzone siedziska foteli z lepszą widocznością, a masywniejsze nadwozie ze skuteczniejszą ochroną pasażerów w przypadku kolizji. Ostatnią z opinii potwierdziły testy EuroNCAP, które Tiguan ukończył z maksymalną notą pięciu gwiazdek. Sprawdzian ponowiono w 2009 roku, kiedy weszły w życie bardziej surowe kryteria oceny. Auto ponownie otrzymało komplet punktów. W Polsce o solidności Tiguana zrobiło się głośno w 2012 roku, kiedy jedna z piosenkarek wyszła bez szwanku z wypadku zakończonego kompletnym zdemolowaniem samochodu.

Wielu nabywców SUV-ów zwraca uwagę na przestrzeń w kabinie. W Tiguanie jej nie brakuje. W SUV-ie z Wolfsburga mogą wygodnie usiąść cztery dorosłe osoby (choć z tyłu ilość miejsca nad głowami jest przeciętna – szczególnie w autach z panoramicznym dachem). 470-litrowym bagażnikiem można cieszyć się, wybierając Tiguana z zestawem naprawczym zamiast koła zapasowego. Jeżeli interesujący nas egzemplarz ma na pokładzie „zapas”, bagażnik kurczy się do skromnych 360 l. Minus za wysoko położony próg załadunku. Włożenie do kufra ciężkich przedmiotów wymaga krzepy.

Wnętrze zostało wykończone w typowym dla Volkswagena stylu – prostym i przejrzystym. Schowków nie brakuje, a fotele, szczególnie przednie, są bardzo wygodne. Z kolei tylne mają regulację kąta pochylenia oparcia, a do tego są indywidualnie składane i przesuwane w zakresie, co podnosi funkcjonalność samochodu. Deska rozdzielcza wygląda znajomo? Owszem. Identyczny kokpit z inaczej ukształtowanymi boczkami drzwiowymi zadebiutował w Golfie Plus (2005 – 2014). W 2010 roku kabina przeszła lekką modernizację, w ramach której zmieniono m.in. panel sterowania wentylacją.

W połowie kolejnego roku Volkswagen odświeżył nadwozie, fundując Tiguanowi lampy i atrapę chłodnicy na wzór znanych z Golfa VI i Passata B6 czy korekty techniczne (np. wzmocniony do 160 KM silnik 1.4 TSI zajął miejsce wycofanego chwilę wcześniej 2.0 TSI o mocy 170 KM). Stopniowej ewolucji podlegał też układ przeniesienia napędu. W latach 2010 – 2012 miejsce opcjonalnej automatycznej skrzyni Tiptronic z sześcioma przełożeniami stopniowo zajmowało zautomatyzowane 7-biegowe DSG. Przekładnie różnią się kosztami obsługi serwisowej i charakterystyką pracy. Przez zakupem warto ustalić, jak został skonfigurowany interesujący nas egzemplarz, co pozwoli uniknąć rozczarowania.

Wyposażenie używanych Tiguanów nie rozczarowuje. W standardzie producent oferował wszystko, co niezbędne, czyli sześć poduszek powietrznych, radio z CD i MP3, ESP i klimatyzację. Klienci często decydowali się na droższe wersje i inwestowali w dodatki. Szczególnie w autach z importu nie brakuje czujników czy asystenta parkowania, automatycznej klimatyzacji bądź nawigacji. Warto pamiętać, że w słabszych wersjach opcją był też napęd 4Motion ze sprzęgłem Haldex IV (w Europie standard dla silników o mocy od 170 KM). Dla motorów rozwijających poniżej 140 KM w ogóle nie był oferowany. Zakupu SUV-a z przednim napędem nie polecamy. Rozsądniejszym wyborem będzie Golf czy Passat Variant albo Touran bądź Sharan.

Kto kupuje Tiguana z myślą nawet o okazjonalnej jeździe po mocno zniszczonych drogach, powinien pamiętać, że Volkswagen oferował różne wersje, istotnie różniące się kształtem przedniego zderzaka, a co za tym idzie – kątem natarcia. Do wypraw w nieznane najlepiej został przygotowany wariant Track&Field z podciętym przednim zderzakiem z imitacją aluminiowej osłony silnika, plastikowymi nakładkami na dolne partie nadwozia oraz trybem Off Road, który zmienia strategię działania elektronicznego pedału gazu, ESP czy ABS. W zupełnie inny sposób konfigurowano Tiguana R-Line, który poza rozbudowanymi zderzakami był wyposażany w felgi o dużej średnicy. Dostępne były też wersje Trend&Fun (bazowa) oraz Sport & Style (topowa).

Dla Tiguana Volkswagen przygotował szeroką paletę silników. Nie wszystkie są godne polecenia. Do grupy podwyższonego ryzyka można zaliczyć doładowane kompresorem i turbosprężarką 1.4 TSI (150 i 160 KM). Motory są narażone na rozciąganie łańcucha rozrządu, awarie wariatora faz rozrządu i piszczenie sprzęgiełka kompresora, a nawet pękanie tłoków. Sygnałem ostrzegawczym są hałasy spod maski i nierównomierna praca silnika. O diagnostykę najlepiej poprosić wyspecjalizowany warsztat lub ASO. Niewprawne ucho za problem może uznać specyficzny, ale całkowicie naturalny odgłos pracy kompresora, który pojawia się pod obciążeniem silnika w zakresie 2.000 – 3.000 obr./min. Zapobiegliwi mogą też szukać mniej problematycznego 1.4 TSI z turbosprężarką (122, 125 i 150 KM – ostatni z wymienionych został wprowadzony w 2015 roku) czy 2.0 TSI (170 – 211 KM), który może borykać się z podwyższonym spalaniem oleju.

Lwią część oferty stanowią Tiguany z silnikami Diesla. Trudno się dziwić – to optymalny wybór. W sporym i ciężkim samochodzie tylko ten typ napędu pozwala cieszyć się przyzwoitymi osiągami przy zachowaniu rozsądnego zużycia paliwa. Co ważne, w Tiguanach nawet w początkowym okresie produkcji nie montowano awaryjnych 2.0 TDI z pompowtryskiwaczami. Wszystkie były zasilane przez wtrysk typu Common Rail. Przy wyższych przebiegach albo eksploatacji w typowo miejskich warunkach o swoim istnieniu może przypomnieć filtr DPF – obecny w większości egzemplarzy. Decydując się na zakup 170-konnego diesla trzeba pamiętać, że ma on piezoelektryczne wtryskiwacze. Niektóre firmy zapewniają, że są w stanie je zregenerować (operacja najczęściej kończy się na ultradźwiękowym czyszczeniu), jednak z opinii kierowców wynika, że efekty naprawy bywają niezadowalające i ostatecznie trzeba zainwestować w nowe elementy.

Specjaliści Dekry pozytywnie ocenili trwałość Tiguana. Co ważne, z punktu widzenia nabywcy używanego egzemplarza, notowania modelu rosną wraz z przebiegiem. Dekra odnosi odsetek usterek dla średniej w segmencie. Przy przebiegu 100 – 150 tys. kilometrów ponadprzeciętnie dobrze wypadły jednostki napędowe, nadwozia, układy hamulcowe oraz elektryka i elektronika. Słabe punkty? Eksperci Dekry najczęściej wykrywali nadmiernie zużyte okładziny klocków hamulcowych oraz pęknięte od uderzeń kamieniami klosze świateł przeciwmgielnych. TÜV stwierdził też wycieki oleju z zespołu napędowego, drobne nieprawidłowości w zawieszeniu czy rozszczelnienia układu klimatyzacji. Kierowcy sygnalizują drobne problemy z elektroniką. Poważnie rozczarowani Tiguanem należą do rzadkości. Przykre niespodzianki najczęściej sprawiają auta powypadkowe, zaniedbane serwisowo lub z wysokimi przebiegami. Potwierdzeniem solidności Tiguana był świetny wynik w teście niemieckiego „Auto Bilda” na dystansie 100 tysięcy kilometrów. Tiguan 2.0 TSI pokonał go bez jakichkolwiek przygód i z wynikiem celującym.

Czy używany Tiguan zasługuje na zainteresowanie? Jak najbardziej. Potencjalny nabywca powinien mieć jednak świadomość, że w swoim czasie był to jeden z najbardziej wyrafinowanych technicznie modeli koncernu VW – stosowano w nim wyłącznie doładowane silniki (wysoki koszt instalacji LPG!), adaptacyjne zawieszenia, zautomatyzowane skrzynie biegów, napędy na cztery koła i liczne elektroniczne udogodnienia. Blisko 10-letnie auto z przebiegiem 250 – 300 tys. kilometrów – a tyle pokonały w Niemczech Tiguany oferowane za 8 – 10 tys. euro – może wymagać znacznego doinwestowania. O polu manewru można mówić dopiero, gdy na zakup przeznaczymy przynajmniej 45 – 50 tys. zł.

O czym pamiętać podczas poszukiwań? Skromniej wyposażone egzemplarze są nie tylko tańsze w zakupie. Będą również bardziej przyjazne dla kieszeni kierowcy podczas napraw. Przypomnijmy, że doprowadzenie do ładu zniszczonej przez czas czy nieregularne wymiany oleju skrzyni może pochłonąć przynajmniej kilka tysięcy złotych. Ultraszybkie zmiany biegów przez dwusprzęgłową przekładnię DSG skracają żywotność dwumasowego koła zamachowego. Słony będzie również rachunek za adaptacyjne amortyzatory DCC z elektronicznie regulowaną siłą tłumienia – oryginał kosztuje przeszło 1.000 zł/szt. (ponad połowę więcej niż zwykły amortyzator). Zamienniki nie występują – kto chciałby zaoszczędzić na naprawie, będzie musiał poszukać używanych amortyzatorów DCC albo zafundować Tiguanowi klasyczne zawieszenie. Profanacja? Nie do końca. Największy wpływ na komfort resorowania mają sprężyny. DCC reguluje natomiast siłę tłumienia amortyzatorów. Różnica między trybami Sport i Comfort nie jest na tyle duża, by wiele osób chciało inwestować w jej utrzymanie dodatkowe 2.500 zł.

Największym zmartwieniem osoby zainteresowanej zakupem używanego Tiguana może okazać się przeciętna podaż niedrogich egzemplarzy. SUV, w przeciwieństwie do Golfa, Passata czy Jetty, nie jest typowym autem flotowym. Większy procent samochodów z rąk indywidualnych oznacza niższe przebiegi, lepszy stan, bardziej zróżnicowane wyposażenie, ale również wyższe ceny. Okazje to często samochody po wypadkach, zalaniach bądź z białymi plamami w historii serwisowej. Są i dobre wieści. Zarówno w Niemczech, jak i w Polsce Tiguan sprzedawał się doskonale nawet w końcowej fazie produkcji. Kto dysponuje odpowiednim budżetem, bez trudu znajdzie samochód odpowiadający potrzebom.

Tradycyjnie warto zachować większy dystans, przymierzając się do zakupu Tiguana importowanego z USA (poznamy je m.in. po obrysowych światłach w przednim zderzaku). Spory odsetek egzemplarzy brał udział w mniej lub bardziej poważnych wypadkach – przy aktualnym kursie dolara najbardziej opłacalny jest import właśnie uszkodzonych pojazdów. Na szczęście przeszłość danego egzemplarza można łatwo zweryfikować w systemie Carfax. Specyfikacja amerykańskiego Tiguana nie każdemu przypadnie do gustu. Aktualnie standard obejmuje 200-konny silnik 2.0 TSI, system bezkluczykowego dostępu, kamerę cofania i podgrzewane przednie siedzenia. Brakuje natomiast napędu na cztery koła, reflektorów biksenonowych, panoramicznego dachu czy nawigacji, które oferowano w sporo droższych wersjach.

Na drogach można już spotkać nowe Tiguany. To dobry znak dla osób zainteresowanych zakupem jedynki. Samochód stracił prestiżowy status aktualnie produkowanego modelu. Zawsze pociąga to za sobą korektę cen na rynku wtórnym oraz rosnącą chęć zmiany samochodu przez aktualnych użytkowników.

TRENDS poleca

Tiguan okazał się strzałem w dziesiątkę. Powstało ponad 2,8 miliona egzemplarzy tego pojazdu, z tego ponad 1,6 miliona wyprodukowano w Wolfsburgu na potrzeby europejskiego rynku. Optymalnym wyborem będzie silnik 2.0 TDI. Już w 140-konnej wersji zapewnia satysfakcjonujące osiągi – przyspieszenie do 100 km/h zajmuje niecałe 11 sekund. Obowiązkowym wyposażeniem wydaje się napęd na cztery koła. Przednionapędowa wersja to przerost formy nad treścią – lepszym wyborem będzie Passat Variant. Warto natomiast dwa razy zastanowić się nad skrzynią DSG. W dieslu miewa problemy z doborem właściwego przełożenia, szybkie zmiany biegów skracają żywotność dwumasowego koła zamachowego, a sama skrzynia przy wysokich przebiegach również może zawieść. Zamiast dopłacać za DSG, wybralibyśmy młodszy egzemplarz z niższym przebiegiem. Diesle są na tyle elastyczne, że do lewarka skrzyni i tak nie trzeba zbyt często sięgać.

NA PLUS:
Wszechstronny charakter
Trwała konstrukcja
Szeroki wachlarz wersji

NA MINUS:
Wysokie ceny zadbanych egzemplarzy
Koszty niektórych napraw
Brak napędu 4Motion we wszystkich wersjach

Silniki benzynowe 1.4 TSI (122 KM, 200 Nm; 125 KM, 220 Nm; 150 KM, 240 Nm; 150 KM, 250 Nm; 160 KM, 240 Nm), 2.0 TSI (170 KM, 280 Nm; 180 KM, 280 Nm; 200 KM, 280 Nm; 211 KM, 280 Nm)
Silniki wysokoprężne 2.0 TDI (110 KM, 280 Nm; 140 KM, 320 Nm; 150 KM, 350 Nm; 170 KM, 350 Nm; 177 KM, 380 Nm; 184, 380 Nm)
Długość/ szerokość/ wysokość 4426/ 1809/ 1703 mm
Rozstaw osi 2604 mm
Skrzynia biegów 6-stopniowa ręczna lub Tiptronic, 6- lub 7-stopniowa DSG
Napęd na przednią oś lub 4Motion
Masa własna 1490-1920 kg
Pojemność bagażnika 360 – 470/ 1510 l
Cena używanych egzemplarzy od 36 tys. zł

Szymon Łukasik, Fot. VW

Podobne

Tuning-VW-Garbus-Hot Rod-widok z boku

Jak zbudować hot roda na bazie Garbusa? Piotr zaczął od 700 złotych

Najbardziej rozpoznawalnym autem VW jest z pewnością Garbus. Od początku produkcji, czyli od końca lat 30., z taśm montażowych zjechało prawie 22 miliony egzemplarzy. O ile kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat temu widok popularnego Żuczka nie był niczym nadzwyczajnym, o tyle dzisiaj ich właściciele spotykają się ze zdziwionymi, ale pełnymi serdeczności spojrzeniami innych kierowców. Wraz z…