Subiektywnie o Hondzie e - przeciwnik poprawności - Trends Magazines

Subiektywnie o Hondzie e – przeciwnik poprawności

Podobno śmiech to zdrowie. Tak twierdzą japońscy naukowcy. A oni mylą się tylko wtedy, kiedy nie mają racji! Tak czy siak, po kilku dniach spędzonych z Hondą e czuję w kościach, że moje życie będzie dłuższe o jakieś 69 godzin!

Przyznam się bez bicia, że oceniam auta subiektywnie. Tak, pokazuję mój punkt widzenia. Możecie się oczywiście ze mną nie zgadzać, ale ciekawa i konstruktywna dyskusja zawsze jest w cenie. Jaka jest Honda e? Pocieszna i śmieszna. Ale tak pozytywnie śmieszna. Wywołuje szeroki uśmiech na twarzy. Nie tylko u kierowcy, ale i u wszystkich wokoło. Z resztą tylko na nią popatrzcie! W biało-czarnych barwach wygląda jak miś panda. Jest tu ktoś, kto nie kocha misiów panda? Gdyby nie przednia maska sympatyczna Honda wyglądałaby tak samo z przodu jak i z tyłu. Przednie i tylne światła są tak samo okrągłe!

Honda e urzeka już od samego początku. Zwróć uwagę na samą nazwę i wyobraź sobie taką sytuację. Siedzisz ze szwagrem przy kielichu i ów kochany szwagier zadaje ci pytanie: 

– podobno masz nowe auto. Jakie?

– Hondeeeeeee

– Ok, Hondę, ale jaką Hondę?

– Hondeeeeeeeee

– to ja może jeszcze poleję…

Proste, genialne, szybko wpada w ucho.

Jeśli jednak ten sam szwagier, po tym samym piątym kielichu będzie chciał obejrzeć Twoje nowe auto zastanówcie się towarzyszu kilka razy, czy na pewno chcecie mu je pokazać. O ile z zewnątrz po pięciu kielichach rozpozna jedynie kolor, o tyle w środku dość szybko dojdzie do wniosku, że od jutra już nie pije. Dlaczego? Wystarczy, że uruchomisz pojazd, a szwagier pomyśli, że w jego oczach się nie tylko dwoi i troi, ale wręcz pięcio… Kurczę, jak się to odmienia?

Kabina, a dokładniej rzecz ujmując deska rozdzielcza Hondy e wygląda tak, jakby jakiś 17-letni Japończyk projektował ją na „haju”. Przed oczyma kierowcy i pasażera, w prostej linii umieszczono aż pięć ekranów. Tak, pięć! Nawet nowa klasa S ma mniej wyświetlaczy! Dwa skrajne pełnią funkcję wirtualnych lusterek. Jeden umieszczony za kierownicą pokazuje aktualną prędkość oraz kilka mniej istotnych informacji. Dwa pozostałe pokazują to, na co masz ochotę. Nawigację, przepływ energii, radio, cokolwiek innego. Jest nawet opcja wyświetlania wirtualnego akwarium! O idealnym aucie dla gajowego już słyszałem. Tutaj mamy więc idealne auto dla akwarysty!

Grafika? Czytelna, ale raczej z czasów Windowsa XP niż z nowego iOS. Nie sposób pominąć także miliona złącz. Jest złącze HDMI, przez które podłączysz konsolę i zagrasz w GTA na wyświetlaczu we wnętrzu. Jest także gniazdo 230V, do którego podłączysz suszarkę do włosów (idealne rozwiązanie dla kobiet, które w korku robią sobie makijaż). Jest jeszcze sporo innych rzeczy, które kojarzą się bardziej z laptopami, smartfonami i konsolami niż z samochodem. Ale Honda e to nadal samochód. Warto o tym pamiętać, choć łatwo można o tym zapomnieć.

Jak jeździ to cudo? Całkiem żwawo. Jak większość elektryków. Dzięki silnikowi o mocy 154 KM oraz napędowi na tył pierwsze 100 km/h pojawia się na blacie po 8,3 sekundy. Tak, ta niepozorna motoryzacyjna panda potrafi żwawo się przemieszczać. Czy potrafi driftować? Pomimo szczerych chęci nie znalazłem w menu komputera pokładowego opcji wyłączenia ESP. Zawsze można wyjąć odpowiedni bezpiecznik, ale to już zadanie tylko dla orłów.

Zaraz zapytasz mnie o zasięg. Uprzedzę więc twoje pytanie. Pech chciał, że Hondą e jeździłem w zimę (po raz drugi z resztą). Zasięg elektryków w zimie kurczy się niczym… w zimnej wodzie. 300 km? 200 km? Nie! Honda e bez ładowania pokona około 120 km. Mało? Mało! Ale przecież słodkiej motoryzacyjnej pandzie wybaczyć można wiele!

Chciałem uniknąć tego tematu, ale chyba się nie da. Panie ile to kosztuje? W tej wersji, z mocniejszym silnikiem (w ofercie jest jeszcze słabsza 136-konna odmiana) przygotuj się na wydatek około … 165 000 zł. Co? Tak! 165 000 zł. No, kochany, tyle to nie. A jednak, to prawda. Bycie „fensi” i ”cool” kosztuje. Bo właśnie w takich kategoriach należy oceniać Hondę e!

W każdej mierzalnej i racjonalnej dziedzinie radosny japoński elektryk nie ma racji bytu. Auto jest drogie, ma niewielki zasięg i na dodatek jest ciasne. Jednak Honda e to przede wszystkim motoryzacyjny rozweselacz. Coś, co nie chce wpisywać się w ramy. Przeciwnik poprawności oraz prostych, znanych i skutecznych rozwiązań.  To auto jest inne. Jest śmieszne. Pozytywnie śmieszne. Nie jest poprawne. Ale dzięki niemu ja, jak i każdy, kto będzie miał z nim do czynienia będzie żył dłużej. Bo śmiech to zdrowie prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podobne

Motoryzacyjna społeczność na pomoc Ukrainie

W ostatnich dniach cała Polska zmobilizowała się do pomocy sąsiadom zza wschodniej granicy w związku z trwającą tam wojną.  Każda miejscowość i każda społeczność w naszym kraju przeprowadza zbiórki datków, które są na bieżąco transportowane w stronę przejść granicznych z Ukrainą. Z pomocy korzystają uchodźcy, głównie kobiety i dzieci, które po kilkunastu godzinach stania w…

JDM: supersamochody i ograniczenia do 180 km/h i 280 KM

Kwestia dodawania przedrostka „super” w informatyce jest prosta. Z powodu różnicy gabarytów i mocy zupełną abstrakcją jest dyskusja, czy dane urządzenie jest stacją roboczą, czy już superkomputerem. Z supersamochodami jest ciekawiej. Nikt nie ustalił granicy mocy ani przyspieszenia, którą należy przekroczyć, aby auto zasługiwało na to miano. W efekcie dyskutuje się np., czy do klasy…